Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 czerwca 2016

Zakupy, zakupy :) DoZ i Rossmann!

Cześć dziewczyny!
Byłam na zakupach... z moim budżetem nie ma się co chwalić, ale jednak dorwałam kilka perełek i myślę, że może się to Wam spodobać :) Zakupy bardzo praktyczne, bo uzupełniałam jedynie zapasy :) Na tapetę wezmę DoZ i Rossmanna. Jesteście ciekawe, co kupiłam? Zapraszam dalej :)

wtorek, 9 lutego 2016

Мои любимые косметические - Moje zdanie o wschodnich kosmetykach

Witajcie :) 
Dzisiaj chciałam poruszyć modny w Blogosferze temat. Wschodnie kosmetyki, czyli wszystkie Ecolaby, Planety Organica, Babuszki Agafii i wiele, wiele innych. Chce opisać i podsumować pewien trend, oraz przedstawić Wam swoje zdanie. Tytuł posta i rosyjskie wstawki są "dowcipem" - zupełnie nie rozumiem rosyjskiego, a z pomocą przyszedł Google Translator :)
rosyjskie kosmetyki
Kosmetyki ze wschodu - nie tylko do włosów :)

Bо-первых: Jak ogólnie można opisać te kosmetyki dostępne na polskim rynku? 

Są to produkty o naturalnym, bogatym w ekstrakty składzie. To pierwsze produkty, gdzie spotkałam na pierwszym miejscu w INCI "Aqua with...". Co to znaczy? To woda z ekstraktami, czyli nie czysta. Zwykle woda stanowi bazę produktu, dalej są składniki aktywne i "wypełniacze", konserwanty i aromaty. Tutaj jest inaczej, już na pierwszym miejscu jest składnik, który zawiera coś więcej niż czystą wodę. Według mnie różnica jest taka, jak miedzy zwykłą wodą a na przykład herbatą. Niektórzy mogą zauważyć, że tytułowe ekstrakty są wymienione właśnie w ramach tej "Aqua with..." i mimo, że są wysoko w składzie jest ich niewiele, ponieważ są tylko składnikiem hydrolatu. Jest to zupełnie inna formuła składu, a biorąc pod uwagę efekty działania tych produktów, sprawdza się bardzo dobrze. Z resztą poza tym w tych produktach dalej nadal są wartościowe składniki, także producenci nie poprzestają na "wzbogaconej H2O" :) 
To w rosyjskiej masce do włosów po raz pierwszy (i na razie jedyny) spotkałam brak zapachu. Po prostu nie ma. Co prawda maska cuchnie nieludzko, po prostu dominuje aromat tytułowego dziegcia, ale wydaje mi się, ze nie uda się producentowi bez straty na jakości składu zabić tego smrodka. Po prostu - musiał by zrezygnować z naturalnego wyciągu z dziegcia, przetwarzając go tak, żeby wyeliminować zapach. Następnie trzeba by było dodać zapach, nawet najbardziej naturalny. Skład byłby wtedy zupełnie inny, bardzo standardowy, a i działanie mogłoby być gorsze. Bo mimo, że maska capi okrutnie, z włosami robi cuda :) 
Podsumowując, kosmetyki ze wschodu mają zupełnie inne składy niż znane nam marki produkowane na polski rynek. I nie mówię tylko o tych drogeryjnych, wiele produktów naturalnych i niszowych też zawiera proporcje i składniki inaczej skomponowane. Jakby inna myśl projektanta :) 

-вторых: Brak silikonów i oblepiaczy to norma, nie rarytas.

Tu znowu nawiązuje do zawartości produktów, ale uważam, że jest to cecha bardzo istotna. Sama mocno ograniczam te składniki w pielęgnacji, nie tylko włosowej. Idąc do drogerii zwykle długo szukałam, zanim w moje ręce wpadła odżywka lub krem o odpowiednim składzie. Wchodząc do sklepu rosyjskiego, muszę długo szukać, zanim znajdę coś, co zawiera jakikolwiek silikon czy PEG.  

В-третьих: Dostępność i cena. 

Wyboru kosmetyków w Rossmannie, Naturze czy Drogeriach Polskich nie muszę przedstawiać. Rozpiętość cenowa asortymentu jest bardzo szeroka. Maski do włosów od kilku do kilkudziesięciu złotych, kremy ok kilkunastu do ponad stu. Każdy (prawie) znajdzie coś dla siebie. Podobnie jest na rynku kosmetyków wschodnich. Jednak jest diametralna różnica w dostępności. Mianowice: Stacjonarne sklepy specjalizujące się w takim asortymencie ja jedynie w dużych miastach, a to i nie wszystkich. Sama jestem szczęściarą. U mnie są dwa sklepy, co prawda to jeden właściciel, ale oba różnią się w zakresie dostępności produktów. Dostanę stacjonarnie prawie wszystko, a ceny nie odbiegają od tych internetowych. Są nieznacznie wyższe, ale jeśli doliczę koszt przesyłki - wychodzę na swoje :) właśnie, a jak z cenami? Maja ulubiona maska do włosów kosztuje około 10zł. Krem do twarzy - 7zł. Są to bardzo przystępne kwoty, nawet jak na warunki np. studenckie. Biorąc pod uwagę jakość produktów, jest to bardzo tanio. 

Четвертое: A może warto szukać produktów z innych krajów, równie naturalnych? 

Zawsze warto. Ja jednak jeszcze nie spotkałam marki, która spełniała by wszystkie warunki, jakie stawiam przed tymi produktami. Mają być naturalne, nie zawierać silikonów, dostępne (choćby w stałej sprzedaży internetowej) i nie chcę brać chwilówki na ich zakup. Znam produkty francuskie, amerykańskie, czy nawet polskie, które są świetne, jednak albo muszę zakup planować kilka tygodni, że względu na czas dostawy lub cenę, albo muszę iść na kompromis w zakresie składu. Kosmetyki importowane za wschodu Europy importowane do Polski spełniają wszystkie moje wymagania, są doskonałym uzupełnieniem kosmetyczki :) 

Пятый: Czy wszystkie te kosmetyki to naturalne, tanie i cudowne produkty? 

Oczywiście, że nie! Widziałam szampony do włosów naładowane silikonami, kremy do twarzy o takim składzie, że prawdopodobnie nie odetkałabym porów przez kilka miesięcy. Widziałam odżywki o bardzo przeciętnej zawartości za kilkadziesiąt złotych. Z pewnością są osoby, u których te produkty sprawdzają się doskonałe, ale dla mnie to to samo, co w naszych rodzimych mazidłach, a cena jest zawyżoną, ze względu na pochodzenie specyfiku. Oczywiście zwracam Wam uwagę, że post dotyczy kosmetyków importowanych do nas. Na pewno w samej Rosji czy Białorusi rynek kosmetyków pielęgnacyjnych jest dużo szerszy i można zaopatrywać się w zwykłe produkty. Tylko jaki sens miało by importowanie ich do nas? 

Podsumowując: Rosyjskie kosmetyki są na prawdę warte uwagi. Jest wśród nich wiele perełek, których próżno szukać gdzie indziej. Są ciekawą alternatywą dla drogich i średnich produktów drogeryjnych, a nie raz również profesjonalnych. U mnie rosyjskie cudeńka zagościły na dobre i nie wiem, czym zastąpiłabym taką maskę mango Planeta Organica :) 

A u Was produkty rosyjskie są obecne w pielęgnacji? 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Reanimacja po BAD HAIR DAY - esktrakt z banana!

Witam!
Po niedzielnej pielęgnacji miałam dziś klasyczny BAD HAIR DAY. Wczorajszy puszek urósł dziś do rozmiaru rasowego pudla, którego próbowałam ujarzmić rano żelem, nakładanym na wilgotne włosy. Nic to nie dało, posklejały się tylko i musiałam je spiąć. Także z mycia włosów co drugi dzień jak na razie nici. Postanowiłam dziś zaaplikować swoim włosom również dość bogatą pielęgnację. Wypróbowałam tym razem ekstrakt z banana, o którym pisałam już w poście kilka dni temu.
ekstrakt z banana i kosmetyki na poniedziałek
Poniedziałkowy zestaw reanimacyjny :)

Po powrocie z pracy postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Dzisiejszy dzień ogólnie był BAD, więc nalałam wody do wanny, dodałam lawendowych soli do kąpieli i trochę oleju kokosowego. Na twarz nałożyłam maseczkę z glinką, a na włosy olej z wiesiołka. Nie robiłam tego zbyt starannie, ale chciałam, żeby pobył na głowie chociaż to pół godziny podczas kąpieli. Po wszystkim umyłam włosy bardzo dokładnie delikatnym szamponem. coś czułam, że z tym, co miałam na głowie odżywka sobie nie poradzi. Postawiłam na nowość w mojej kolekcji, czyli szampon Babydream ułatwiający rozczesywanie włosów. Co prawda jego skład jest mocniejszy od wersji klasycznej, ale silny detergent jest dopiero czwarty w składzie, więc uznałam, że jeśli faktycznie nie ma plątać włosów, to może być kompromis. W czasie mycia faktycznie włosy były gładsze, niż przy użyciu wersji bez lewka na etykiecie, szampon dobrze się pieni, dobrze zmył olej, po wypłukaniu włosy nie są tak szorstkie. Wydaje mi się, że się polubimy :)
Osuszyłam włosy ręcznikiem i na długość nałożyłam dużą łyżkę maski Planeta Organika z mango - jest emolientowa, zawiera także nawilżacze. Do maski dodałam łyżeczkę ekstraktu z soku banana. Specyfik ten wrzuciłam do ostatnich zakupów na stronie zrobsobiekrem.pl, kosztował niecałe 4zł. Lubię efekt, jaki daje zmiksowany banan na moich włosach, ale wypłukiwanie i wyczesywanie resztek nawet najlepiej zmiksowanej papki to katorga. Liczę, że ekstrakt z soku zastąpi tego świeżego banana, bez tych efektów ubocznych :) Proszek w pudełku ma bardzo delikatny zapach, ale zawiodłam się po rozmieszaniu go z maską. Nie pachnie takim świeżym, dojrzałym bananem (czego ja się spodziewałam ?), a raczej nektarem bananowym z kartonika. Zapach nie jest brzydki ani zbyt intensywny, a w połączeniu z zapachem maski jest nawet przyjemny. Niestety, włosy nie nabrały charakterystycznego dla użycia PO poślizgu i trochę trudności sprawiło mi ich porozdzielanie, żeby dokładnie nałożyć papkę. Kiedy mi się to udało, założyłam foliowy czepek, czapkę i zdrzemnęłam się pół godzinki :)
Po tym czasie wypłukałam włosy dokładnie chłodną wodą. Jakoś mam taki nawyk, że jak banan - to płuczemy za dwoje! W tym przypadku maskę zmywało się bardziej tak, jakbym dodała do niej np. glinkę, przez chwilę wyczuwałam między palcami "piaseczek". Ale udało się to dość szybko i dokładnie.
fale bez stylizacji
Puszek bez stylizacji - efekt pielęgnacji ratunkowej :)
 Nie użyłam odżywki b/s ani żadnego stylizatora. Podsuszyłam jedynie dyfuzorem, bo siedzenie z mokrą głową w połowie stycznia to kiepski pomysł :) Jedynym powodem jest fakt, że za kilka godzin i tak zawinę je w koczek i pójdę spać, a rano czeka mnie ponowna stylizacja. Mimo to włosy są ładnie zakręcone. Są bardzo lekkie, miękkie i gdybym teraz wyszła z nimi na dwór, wiatr rozwiał by je na wszystkie strony i chyba bym ich nie rozczesała :) Włosy są dokładnie takie, jakich oczekiwałam. Puszek jest normalny, bez stylizacji tak właśnie u mnie to wygląda. Maska z dodatkiem ekstraktu z soku banana sprawdziła się doskonale - efekt bananowej maski bez grudek! Słoiczka, który kupiłam, wystarczy mi jeszcze na 3-4 razy, więc kosztowo też wypada korzystnie :) Jak dla mnie bomba!

A Wy używacie takich ekstraktów owocowych?

środa, 13 stycznia 2016

Półprodukty - moje nowości!

Witam! Powrót do pracy po długim urlopie jest dla mnie ciężki, szczególnie, że trafiło na środek sezonu w branży :) Muszę złapać odpowiedni rytm, a to chwilę może zająć :)
Dzisiaj wróciłam totalnie wykończona. Do tego stopnia, że kiedy do mych drzwi zapukał kurier z paczuszką ze sklepu zrobsobiekrem.pl ucieszyłam się niezmiernie, ale po chwili rzeczywistość podszepnęła: i tak dzisiaj nic nie wypróbujesz! To prawda. Dzisiaj nie mam siły nawet na włosowe odkrycia... Ale! Napisać post mogę, wiec postanowiłam przedstawić Wam bohaterów dzisiejszej przesyłki :)

Mleczo pszczele,  keratyna hydrolizowana,  ekstrakt z soku banana
Zakupy :) 

EKSTRAKT Z SOKU BANANA

Na stronie czytamy:
Świeży sok z bananów zawiera znaczne ilości cukrów ok. 20%, jest bogatym źródłem witamin z grupy B oraz zawiera znaczne ilości beta-karotenu (prowitaminy A), witaminę E, C, PP oraz mikroelementy (mangan, żelazo, fosfor, siarkę, potas).
Sok z owoców banana wykazuje  właściwości odżywcze, zmiękczające, przyśpiesza gojenie ran i podrażnień. Stosowany w kosmetykach dla cery suchej, wrażliwej.
Czego ja od niego oczekuje? Chciałabym, żeby zastąpił mi maskę ze zmiksowanego banana. Wiele z Was wie, jak to wygląda. Możemy mielić go milion razy, a i tak okazuje się, że skórkowaniec gdzieś tam we włosach został i wypłukać się nie chce. Moje włosy uwielbiają banana, ale tylko świeżego. Wszelkie maski, które go "udają" nie działają już tak dobrze. Zobaczymy, jak będzie z tym cudem. Planuję dodac go do fajnej, emolientowej maski (np. Planeta Organica z mango), której działanie znam zarówno samej jak i z dodatkiem zmiksowanego świeżego banana i zbadać, czy ten ekstrakt jest porównywalnie dobry.

HYDROIZOLAT KERATYNY

Czym są i po co stosuje się proteiny wie każdą włosomaniaczka :) Co możemy przeczytać u sprzedawcy?
Hydrolizat keratyny zawiera aminokwasy, oligopeptydy i białka budujące strukturę włosów i paznokci. Zastosowany w produktach do pielęgnacji włosów nadaje im zdrowy wygląd, przywraca połysk, utrzymuje nawilżenie. Składniki hydrolizatu wnikają w strukturę włosa, wbudowują się w uszkodzone miejsca osłonek włosów - dzieki temu zwiększają ich sprężystość i objętość. Na powierzchni włosów surowiec ten wytwarza koloidy o dziłaniu ochronnym - zebezpiecza przed szkodliwym działaniem farb do włosów czy produktów do trwałej ondulacji.  
To proteiny. Wiec trzeba uważać :) Jednak - proteina proteinie nierówna! W Internecie można znaleźć informacje, mówiące nam o właściwościach chemicznych różnych związków. Dla nas, w temacie włosów, najważniejsza jest masa cząsteczkowa. Nie będę zagłębiać się w nudne wywody naukowe, podsumuje tylko, że proteiny mają różną wielkość, a od niej zależy, jak dana proteina zachowuje się na włosach. Moje lubią mniejsze cząsteczki - hydroizolaty doskonale się tu komponują. Nigdy nie miałam dłużej nic wspólnego z aminokwasami (najmniejsze z tej kategorii), wiec możliwe, że i tu byłabym zadowolona. Proteiny wielocząsteczkowe np. mleka (Milk Protein), /nie mylić z Hydrolized Milk Protein (hydroizolat), gdzie masa cząsteczkowa jest mniejsza/, nie sprawdzają się u mnie tak dobrze. Wynika to z tego, ze mniejsze cząsteczki wnikają miedzy pory włosa kondycjonując go i odbudowując, a większe pozostawiają na nim film, który wygładza i nawilżają go poprzez wiązanie wody.
Moją ulubioną maską proteinową jest Kallos Keratin. Zamierzam w pierwszej kolejności zrobić eksperyment. Zwykle stosuje kurację proteinową raz na dwa tygodnie - na czyste, mokre włosy nakładam maskę, zawijam w czepek, czapkę i trzymam około pól godziny, przed spłukaniem jeszcze podgrzewam znacznie suszarką (czapkę). Tym razem ten sam zabieg wykonam inną maską, np. Kallos Color,  jedynie dodam do niej kilka kropel nowego mazidła. Dlaczego tak zrobię? Kallos Keratin jest świetny. Żadna inna maska proteinowa nie działa lepiej. Ale zawiera silikon. Zabezpieczenie włosów, które dają silikony mam już w serum lub odżywce b/s. Nie potrzebuje go w masce, a widzę, że za tym jednym moje włosy nie przepadają :)

MLECZKO PSZCZELE W GLICERYNIE

Ten produkt chodził za mną już jakiś czas. Kiedys miałam czyste mleczko pszczele, ale nie sprawdziło się jakoś wybitnie. Nie pamiętam, co dokładnie mi w nim nie pasowało, może powinnam wypróbować je jeszcze raz. Jednak zaciekawił mnie ten mix. Co pisze producent?
Zawiera między innymi:
•prolinę - aminokwas,  wspiera syntezę włókien kolagenu i elastyny 
•kwas asparaginowy: aminokwas, niezbędny do regeneracji i wzrostu tkanek
•witaminy z grupy B: niezbędne do prawidłowego funkcjonowania skóry.Witamina B2 (ryboflawina) – niezbędna do zachowania integralności błon komórkowych. Jej niedobór przyczynia się do powstawania nowotworów. Bierze udział w transporcie tlenu do tkanek. Witamina H (biotyna) – jej niedobór przyczynia się do powstawania łuskowatych skaleczeń na skórze i błonie śluzowej. Witamina B9 (kwas foliowy) – bierze udział w odnowie komórek. Witamina B6 (pirydoksyna) – odgrywa istotną rolę w metabolizmie cynku. Witamina B5 (kwas pantotenowy): mleczko pszczele jest najbogatszym, naturalnym źródłem witaminy B5. Działa ona jako przeciwutleniacz, redukuje podrażnienia, sprzyja gojeniu się ran i utrzymuje równowagę skórną..
•witaminę C: niezbędna do syntezy kolagenu, chroni skórę przed szkodliwym, oksydacyjnym działaniem wolnych rodników.
•proteiny: proteiny o niskiej masie cząsteczkowej są dobrymi składnikami nawilżającymi głębsze partie skóry, podczas gdy proteiny o wyższej masie, działają lepiej powierzchniowo nadając skórze gładkość i jędrność.
•węglowodany przyczyniają się do utrzymania odpowiedniego poziomu nawilżenia w warstwie rogowej. Węglowodany tworzą wiązania wodorowe z cząsteczkami wody, zapobiegając tym samym jej utracie i zmniejszając odwodnienie. Dodatkowo niektóre z nich tworzą na powierzchni skóry ochronny film, zmniejszając transepidermalną utratę wody.
•siarkę: składniki o działaniu przeciwłojotokowym. Siarka jest minerałem wykorzystywanym do leczenia łojotoku, ze względu na swoje działanie keratolityczne.
Także mam swoje aminokwasy! I nie tylko, wygląda na to, że to prawdziwa bomba kondycjonująca! Poza tym produkt jest w glicerynie - jednym z moich ulubionych humentantów :) Mleczko stanowi 25-40% masy roztworu, wiec proporcje wydają się być idealne. Myślę, jak najlepiej zastosować je na początek. Dodać do maski, czy nałożyć pod olej i zostawić na dłużej na włosach? Możecie cos doradzić w tej kwestii?
A Wy używacie półproduktów, żeby wzbogacić skład kosmetyków?