wtorek, 9 lutego 2016

Мои любимые косметические - Moje zdanie o wschodnich kosmetykach

Witajcie :) 
Dzisiaj chciałam poruszyć modny w Blogosferze temat. Wschodnie kosmetyki, czyli wszystkie Ecolaby, Planety Organica, Babuszki Agafii i wiele, wiele innych. Chce opisać i podsumować pewien trend, oraz przedstawić Wam swoje zdanie. Tytuł posta i rosyjskie wstawki są "dowcipem" - zupełnie nie rozumiem rosyjskiego, a z pomocą przyszedł Google Translator :)
rosyjskie kosmetyki
Kosmetyki ze wschodu - nie tylko do włosów :)

Bо-первых: Jak ogólnie można opisać te kosmetyki dostępne na polskim rynku? 

Są to produkty o naturalnym, bogatym w ekstrakty składzie. To pierwsze produkty, gdzie spotkałam na pierwszym miejscu w INCI "Aqua with...". Co to znaczy? To woda z ekstraktami, czyli nie czysta. Zwykle woda stanowi bazę produktu, dalej są składniki aktywne i "wypełniacze", konserwanty i aromaty. Tutaj jest inaczej, już na pierwszym miejscu jest składnik, który zawiera coś więcej niż czystą wodę. Według mnie różnica jest taka, jak miedzy zwykłą wodą a na przykład herbatą. Niektórzy mogą zauważyć, że tytułowe ekstrakty są wymienione właśnie w ramach tej "Aqua with..." i mimo, że są wysoko w składzie jest ich niewiele, ponieważ są tylko składnikiem hydrolatu. Jest to zupełnie inna formuła składu, a biorąc pod uwagę efekty działania tych produktów, sprawdza się bardzo dobrze. Z resztą poza tym w tych produktach dalej nadal są wartościowe składniki, także producenci nie poprzestają na "wzbogaconej H2O" :) 
To w rosyjskiej masce do włosów po raz pierwszy (i na razie jedyny) spotkałam brak zapachu. Po prostu nie ma. Co prawda maska cuchnie nieludzko, po prostu dominuje aromat tytułowego dziegcia, ale wydaje mi się, ze nie uda się producentowi bez straty na jakości składu zabić tego smrodka. Po prostu - musiał by zrezygnować z naturalnego wyciągu z dziegcia, przetwarzając go tak, żeby wyeliminować zapach. Następnie trzeba by było dodać zapach, nawet najbardziej naturalny. Skład byłby wtedy zupełnie inny, bardzo standardowy, a i działanie mogłoby być gorsze. Bo mimo, że maska capi okrutnie, z włosami robi cuda :) 
Podsumowując, kosmetyki ze wschodu mają zupełnie inne składy niż znane nam marki produkowane na polski rynek. I nie mówię tylko o tych drogeryjnych, wiele produktów naturalnych i niszowych też zawiera proporcje i składniki inaczej skomponowane. Jakby inna myśl projektanta :) 

-вторых: Brak silikonów i oblepiaczy to norma, nie rarytas.

Tu znowu nawiązuje do zawartości produktów, ale uważam, że jest to cecha bardzo istotna. Sama mocno ograniczam te składniki w pielęgnacji, nie tylko włosowej. Idąc do drogerii zwykle długo szukałam, zanim w moje ręce wpadła odżywka lub krem o odpowiednim składzie. Wchodząc do sklepu rosyjskiego, muszę długo szukać, zanim znajdę coś, co zawiera jakikolwiek silikon czy PEG.  

В-третьих: Dostępność i cena. 

Wyboru kosmetyków w Rossmannie, Naturze czy Drogeriach Polskich nie muszę przedstawiać. Rozpiętość cenowa asortymentu jest bardzo szeroka. Maski do włosów od kilku do kilkudziesięciu złotych, kremy ok kilkunastu do ponad stu. Każdy (prawie) znajdzie coś dla siebie. Podobnie jest na rynku kosmetyków wschodnich. Jednak jest diametralna różnica w dostępności. Mianowice: Stacjonarne sklepy specjalizujące się w takim asortymencie ja jedynie w dużych miastach, a to i nie wszystkich. Sama jestem szczęściarą. U mnie są dwa sklepy, co prawda to jeden właściciel, ale oba różnią się w zakresie dostępności produktów. Dostanę stacjonarnie prawie wszystko, a ceny nie odbiegają od tych internetowych. Są nieznacznie wyższe, ale jeśli doliczę koszt przesyłki - wychodzę na swoje :) właśnie, a jak z cenami? Maja ulubiona maska do włosów kosztuje około 10zł. Krem do twarzy - 7zł. Są to bardzo przystępne kwoty, nawet jak na warunki np. studenckie. Biorąc pod uwagę jakość produktów, jest to bardzo tanio. 

Четвертое: A może warto szukać produktów z innych krajów, równie naturalnych? 

Zawsze warto. Ja jednak jeszcze nie spotkałam marki, która spełniała by wszystkie warunki, jakie stawiam przed tymi produktami. Mają być naturalne, nie zawierać silikonów, dostępne (choćby w stałej sprzedaży internetowej) i nie chcę brać chwilówki na ich zakup. Znam produkty francuskie, amerykańskie, czy nawet polskie, które są świetne, jednak albo muszę zakup planować kilka tygodni, że względu na czas dostawy lub cenę, albo muszę iść na kompromis w zakresie składu. Kosmetyki importowane za wschodu Europy importowane do Polski spełniają wszystkie moje wymagania, są doskonałym uzupełnieniem kosmetyczki :) 

Пятый: Czy wszystkie te kosmetyki to naturalne, tanie i cudowne produkty? 

Oczywiście, że nie! Widziałam szampony do włosów naładowane silikonami, kremy do twarzy o takim składzie, że prawdopodobnie nie odetkałabym porów przez kilka miesięcy. Widziałam odżywki o bardzo przeciętnej zawartości za kilkadziesiąt złotych. Z pewnością są osoby, u których te produkty sprawdzają się doskonałe, ale dla mnie to to samo, co w naszych rodzimych mazidłach, a cena jest zawyżoną, ze względu na pochodzenie specyfiku. Oczywiście zwracam Wam uwagę, że post dotyczy kosmetyków importowanych do nas. Na pewno w samej Rosji czy Białorusi rynek kosmetyków pielęgnacyjnych jest dużo szerszy i można zaopatrywać się w zwykłe produkty. Tylko jaki sens miało by importowanie ich do nas? 

Podsumowując: Rosyjskie kosmetyki są na prawdę warte uwagi. Jest wśród nich wiele perełek, których próżno szukać gdzie indziej. Są ciekawą alternatywą dla drogich i średnich produktów drogeryjnych, a nie raz również profesjonalnych. U mnie rosyjskie cudeńka zagościły na dobre i nie wiem, czym zastąpiłabym taką maskę mango Planeta Organica :) 

A u Was produkty rosyjskie są obecne w pielęgnacji? 

niedziela, 7 lutego 2016

Niedziela dla Włosów (7) - Gliceryna i biała glinka.

Witajcie! 
Dzisiejsza niedziela postawiała przede mną wyzwanie :) Chciałam zrobić coś nowego, jednocześnie nie obawiając się o efekty. Miałam też niewiele czasu... 
W sobotę wieczorem nie mogłam nałożyć oleju na włosy, bo plany na niedzielny poranek uniemożliwiły mi zmycie go przed wyjściem. Wróciłam do domu przed południem i już bardzo nie chciało mi się robić czegokolwiek... Ale zmobilizowałam się nałożyłem olej z wiesiołka na maskę Planeta Organica wzbogaconą kilkoma kroplami gliceryny.
olej z wiesiołka
Olej z wiesiołka

Gdybym miała wymyślać coś dzisiaj, pewno nie byłabym aż tak kreatywna, ale planuję te niedziele już wcześniej. Po pól godziny zmyłam wszystko szamponem Barwa z ekstraktem z lnu (mój nowy oczyszczacz :). Ostatnio coraz częściej muszę myć włosy szamponem. Albo delikatnym, albo oczyszczającym, ale jednak nie odżywką. Może ma to związek z porowatością, może z większą ilością oblepiaczy, jakie funduję moim włosom w okresie zimowym. Po zmyciu nałożyłam papkę z białej glinki i maski PO. Po piętnastu minutach spłukałam ją i wystylizowałam jak zwykle. Ostatnio zaczęłam podsuszać włosy dyfuzorem wisząc głową w dół. Trochę to uciążliwe, ale efekty lepsze. Kiedy z maską na włosach zaczynałam pisać ten post, trochę sił mi wróciło i reszta pielęgnacji sprawiła mi już większą przyjemność :) 
Dzisiaj wyjątkowo zabezpieczyłam kocówki serum Marion Termoochrona (nie jest moje ulubione, ale nie mam aktualnie nic innego). Znalazłam kilka białych kulek na końcach i kilka rozdwojeń, a u fryzjera będę dopiero pod koniec miesiąca, więc muszę sobie jakość radzić.  


kosmetyki niedziela dla włosów
Zestaw na niedzielę :)
serum Marion Termoochrona
Serum Marion
Efekt pielęgnacji był do przewidzenia, i właśnie to lubię w produktach, które użyłam. Maska mango PO jest doskonała, odkąd moje włosy "podskoczyły" z porowatością. Kiedyś czasem powodowała puch, czasem przeciążenie. Aktualnie zawsze ładnie podbija skręt, a w połączeniu z białą glinką włosy są miło miękkie :)  
Jak teraz patrzę na moje włosy z perspektywy pielęgnacji w tym tygodniu, to dochodzę do wniosku, że białe kulki mogą wynikać z dość dużej ilości protein, jakie dałam włosom w tym tygodniu. Poza bombą ze środy, w piątek potraktowałam głowę również śmierdzielem wzbogaconym mleczkiem pszczelim. Chyba trzeba na jakiś czas ograniczyć proteiny... Kiedyś ich nadmiar prostował mi włosy, ale nie powodował szkód. Może i to się zmieniło?



efekt pielęgnacji
Po prawej zdjęcie w naturalnym świetle, po lewej w sztucznym (obydwa bez lampy), włosy są jeszcze odrobinę wilgotne :)
A jak Wasze niedziele?

piątek, 5 lutego 2016

"Robię dziwne rzeczy z włosami", czyli o naturze Włosomaniactwa.

Witajcie :)
Mam na imię Joanna i jestem włosomaniaczką :)
Swoją przygodę ze świadomą pielęgnacją rozpoczęłam w pierwszej połowie 2014 roku. Wpadłam niemal bez reszty w świat Anwen i innych blogerek, na których wiedzy i doświadczeniu zbudowałam swój własny, prywatny fragment rzeczywistości, którym na tym blogu dzielę się z Wami.
Kim jest włosomaniaczka według mnie?  To dziewczyna, która świadomie dba o swoje włosy. Taka, która szuka nowych rozwiązań, które pomogą jej osiągnąć cel - piękne, zdrowe włosy. Innej definicji nie uznaję, bo drogi do celu są tak różne, że zawężanie tego opisu będzie niesprawiedliwe. Każde włosy są inne, każda z nas ma swój sposób na włosomaniactwo. Czy dziewczyny, które korzystają wyłącznie z drogeryjnych produktów można zaliczyć do tego grona? Według mnie - oczywiście! Każdy przejaw świadomej pielęgnacji, dążącej to perfekcyjnych włosów mieści się w mojej definicji :)

włosy, włosomaniaczki Jednak nie wszystkie kobiety łapią bakcyla. Większość traktuje swoje włosy zupełnie inaczej. Ja dzisiaj nie mogę sobie wyobrazić, jak mogłam przez tyle lat robić włosom krzywdę, ale wiele dziewczyn nie ma takich dylematów :) I powiem więcej, ich włosy często wyglądają dobrze, a same właścicielki są z nich zadowolone. Tak naprawdę włosomaniactwo uważam za rodzaj hobby, ale sama nie dałabym rady z niego zrezygnować. Wiele posiadaczek ładnych, długich włosów po prostu myje je co kilka dni, pociągnie odżywką drogeryjną i włosy są ładnie lśniące i ułożone. Bez tych wszystkich olejów, półproduktów, łagodnych szamponów i satynowych poduszek :)


Ja wpadłam we włosomaniactwo za sprawą nierównej walki z wypadaniem włosów, które okazało się mieć podłoże zgoła niekosmetyczne. Jednak efekty, jakie widziałam po korzystaniu z rad Anwen, Kosmetycznej Hedonistki czy później Kasi na Fali sprawiły, że chciałam więcej. I teraz już umiem i nie boję się sama, mimo, że nie zawsze wychodzi ;)

włosy, włosomaniaczki

Moje zainteresowanie świadomą pielęgnacją i jego efekty zaczęły być widoczne dla otoczenia. Oczywiście koleżanki z pracy zauważyły zmianę w wyglądzie moich włosów. Czasem też rozmawiamy, o rzeczach różnych. Kiedyś przyjechałam do pracy prosto z zakupów i jedna z dziewczyn zainteresowana zapytała, co mi wystaje z torebki za buteleczka :) Więc pokazałam :) Był to wtedy olej z nasion malin :) Zaciekawiona koleżanka pyta dalej, z czym to będę jadła :) Odpowiedziałam, naiwna, że nie do jedzenia kupiłam ten eliksir, a do włosów. No i tu rozmowa się skończyć nie mogła. Sto pytań, uwag, komentarzy. Temat pielęgnacji moich włosów (!) poruszany był w pracy kilkukrotnie, wiec przytoczone przykłady pochodzą z różnych rozmów.

Co słyszałam?

  • Jak można myć włosy odżywką? Przecież, to nie do tego służy! ( jakby autorka tych słów usłyszała o Facelle czy płynie Biały Jeleń to chyba przeszła by załamanie nerwowe); 
  • Olej na włosy? Przecież będą tłuste! ( klasyk!); 
  • Jak to czytasz składy? Przecież nie są po polsku! (powiedziane przez panią mówiąca biegle w trzech językach, w tym angielskim); 
  • Nie używasz szczotki? Jak ty czeszesz włosy? (bo powszechnie wiadomo, że grzebienie zostaną dopiero wynalezione:); 
  • Ja można majątek taki wydać na odżywkę do włosów? Z zagranicy importowane, na pewno bardzo drogie! (na widok maski Planeta Organica, za niecałe 10zł); 
  • (kiedy porównałam szampon drogeryjney z płynem do naczyń) Niemożliwe, przecież to inaczej pachnie! 
  • Ja nie paćkam się w tych świństwach! Czysta woda i zwykły szampon, a zobacz, żyje i dobrze wyglądam! (osąd pani przed trzydziestką, wyglądającej na okolice czterdziestki, zgrabnej i ładnej, ale o przesuszonej cerze, wiecznie spierzchniętych ustach i nigdy nie farbowanych, a sztywnych i suchych jak pieprz, połamanych włosach); 
  • (chciałam zamienić się na zmianę w pracy w kolejnym miesiącu, bo miałam umówiona wizytę u fryzjera, u którego ciężko z terminami) A nie możesz iść gdzie indziej? Przecież fryzjer to fryzjer, ja chodzę gdzie taniej, po co tak sobie komplikować? (młoda dziewczyna z wiecznie spaloną trwałą); 
  • (wróciłam od fryzjera, koleżanka pochwaliła cieniowanie i kształt fryzury, odparłam, że nie są w ogóle cieniowane, bo kręconych włosów się tak nie traktuje) Przecież bez cieniowania włosy są ciężkie i brzydkie, jak przetłuszczone! Nie układają się! Trzeba cieniować!

włosy, włosomaniaczki
Czasem spotykam się z życzliwością i zainteresowaniem, czasem proszona jestem o rady. Zdarza się, że słyszę "Co ty wyprawiasz z włosami, serio? Przecież wyglądają tak zwyczajnie!" Kiedyś było mi czasem smutno w takich sytuacjach, ale szybko się na nie uodporniłam :)
Wiele zabawnych sytuacji spotyka mnie przy zakupach w drogeriach lub aptekach, gdzie moje wymagania dotyczące kosmetyków wzbudzają czasem rozbawienie, czasem irytację ekspedientek.

Tak czy inaczej świat włsosmaniaczek jest coraz szerszy, zarówno producenci jak i Blogosfera dba, żebyśmy się nie nudziły  :) Coraz więcej dziewczyn interesuje się tematem :)

A Wy uważacie się za Włosomaniaczki? Jak reaguje otoczenie, kiedy dowiaduje się o Waszym sposobie na pielęgnację włosów?

Zdjęcia ilustrujące ten post posiadają licencję CC0 Public Domain