Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gliceryna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gliceryna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2016

Niedziela dla Włosów (12) - nawilżanie (WIT.E i gliceryna)

Witajcie!
Niedziela dla Włosów
Niestety moje dni nadal pędzą, nie mam na nic czasu, a kiedy go znajdę, po prostu odsypiam... Jednak postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co, w niedzielę muszę urządzić sobie małe spa... dla zdrowia też psychicznego. To męczące, że w tygodniu nie mam czasu porządnie os siebie zadbać. I w ten sposób odkryłam największą korzyść z serii NdW - zmusiła mnie ona do działania. Niekoniecznie chodzi o publikację moich poczynań, tylko taki mus w głowie - powinnam! I w ten sposób zafundowałam sobie minimalną, ale treściwą pielęgnację, między innymi włosów. 

niedziela, 14 lutego 2016

Niedziela dla Włosów (8) - Rosyjski śmierdziuszek i stylizacja kremem.

Witajcie! :) 
Dzisiaj znowu szybka Niedziela dla Włosów. Będę kontynuować serię, bo mimo, że Anwen, jej inicjatorka zakończyła wpisy w ramach NdW, mi nadal się chce :) Poza tym uważam, że są one niesamowitą inspiracją, taką moją osobistą. Kombinuję i myślę o tym, jak w niedzielę dopieszczę moje włosy i chcę się tym pochwalić :) Takie łaskotki dla próżności :) 
Pisałam niedawno o kosmetykach, nazwijmy je ogólnie, rosyjskich. Dzisiaj również postawiłam na taki produkt. W ogóle zauważyłam, że zdominowały one mają pielęgnację, jestem z nich bardzo zadowolona. 
kosmetyki na niedzielę
Zestaw na niedzielę :)
Dzisiaj naolejowałam włosy  olejem z wiesiołka. W zasadzie to wczoraj, a dzisiaj rano dołożyłam na skórę głowy Cerkogel 30, a olej zemulgowałam Kallosem Color. Po pól godziny zmyłam wszystko oczyszczającym szamponem Barwa z ekstraktem z lnu. To dopiero drugie użycie tego szamponu, ale czuję, że będę nim zachwycona. Włosy po jego użyciu nie są ani trochę szorstkie, nie plączą się. Nie mam wrażenia, że zmyłam wszystkie dobroci, dostarczone wraz z pielęgnacją przed myciem. Co drugi dzień myję włosy delikatnym Babydreamem, a raz w tygodniu Barwą :) 
Po dokładnym zmyciu oleju (wystarczyło raz), odsączyłam włosy i nałożyłam na nie mieszankę maski z dziegciem z łyżeczką ekstraktu z soku banana oraz kilkoma kroplami mleczka pszczelego w glicerynie. Przyzwyczaiłam się to tego smrodu... Częściowo:) Mieszankę zmyłam dosłownie po 10 minutach, bo czas już mnie gonił. Użyłam odżywki b/s Ziaja (niebieskiej).  
Po odsączeniu nadmiaru włosów w koszulkę wgniotłam w nie, dla odmiany, niewielką ilość kremu do stylizacji loków Isana. Lubię ten krem, daje on efekt inny niż przy odgniataniu żelu. Nie ma sucharków, włosy są od razu miękkie i nie wymagają odgniatania. Nie podkreśla skrętu aż tak wyraźnie, ale nie powoduje też efektu sklejonych kosmyków 
Niestety nie mogłam poczekać, aż włosy wyschną zupełnie. Potraktowałam je dyfuzorem, a do końca doschły naturalnie, niestety na zewnątrz... pod kapturem. Na pewno nie było to dla nich dobre, ale nie miałam wyboru.  
 
niedziela dla włosów
Po lewej zaraz po stylizacji, po prawej po kilku godzinach, w sztucznym świetle (oba zdjęcia bez lampy).
Maska z dziegciem i nawilżacze zrobiły swoje: włosy są miękkie i sypkie, może nawet nie do końca dociążone. Nie mogę tego dnia nazwać GoodHairDay, ale tragedii nie ma. Wiem za to, że dobrze odżywiłam czuprynę, nawet niesforne i przesuszone ostatnio końcówki są miękkie i gładkie. Może to zasługa też używanego od niedawna serum Marion, które okazuje się konieczne. 
We wtorek idę do fryzjera... I całkowicie wbrew sobie wybrałam opcję budżetową, nowy salonik otwarty na osiedlu niedaleko mojego. Zobaczymy, jak pan fryzjer będzie chciał potraktować moje kędziorki, ale jestem gotowa na ucieczkę, kiedy tylko zapali mi się czerwona lampka. Jako wyjście awaryjne, od grudnia mam zarezerwowaną wizytę w polecanym salonie ( na koniec miesiąca). Tam też nie jestem pewna jakości usługi, ale liczę na to, że jeśli we wtorek wyjdę niezadowolona, to mam gdzie to poprawić. Jeśli będzie OK, zaoszczędzę po prostu kilkadziesiąt złotych... Także rachunek jest prosty: albo zaoszczędzę, i wyjdę z fajną fryzurą, albo będę musiała ratować to, co nie wyszło i będę do tyłu z centymetrami i budżetem. Zobaczymy :) 
A jak Wasze niedziele? Kontynuujecie serię? 

niedziela, 7 lutego 2016

Niedziela dla Włosów (7) - Gliceryna i biała glinka.

Witajcie! 
Dzisiejsza niedziela postawiała przede mną wyzwanie :) Chciałam zrobić coś nowego, jednocześnie nie obawiając się o efekty. Miałam też niewiele czasu... 
W sobotę wieczorem nie mogłam nałożyć oleju na włosy, bo plany na niedzielny poranek uniemożliwiły mi zmycie go przed wyjściem. Wróciłam do domu przed południem i już bardzo nie chciało mi się robić czegokolwiek... Ale zmobilizowałam się nałożyłem olej z wiesiołka na maskę Planeta Organica wzbogaconą kilkoma kroplami gliceryny.
olej z wiesiołka
Olej z wiesiołka

Gdybym miała wymyślać coś dzisiaj, pewno nie byłabym aż tak kreatywna, ale planuję te niedziele już wcześniej. Po pól godziny zmyłam wszystko szamponem Barwa z ekstraktem z lnu (mój nowy oczyszczacz :). Ostatnio coraz częściej muszę myć włosy szamponem. Albo delikatnym, albo oczyszczającym, ale jednak nie odżywką. Może ma to związek z porowatością, może z większą ilością oblepiaczy, jakie funduję moim włosom w okresie zimowym. Po zmyciu nałożyłam papkę z białej glinki i maski PO. Po piętnastu minutach spłukałam ją i wystylizowałam jak zwykle. Ostatnio zaczęłam podsuszać włosy dyfuzorem wisząc głową w dół. Trochę to uciążliwe, ale efekty lepsze. Kiedy z maską na włosach zaczynałam pisać ten post, trochę sił mi wróciło i reszta pielęgnacji sprawiła mi już większą przyjemność :) 
Dzisiaj wyjątkowo zabezpieczyłam kocówki serum Marion Termoochrona (nie jest moje ulubione, ale nie mam aktualnie nic innego). Znalazłam kilka białych kulek na końcach i kilka rozdwojeń, a u fryzjera będę dopiero pod koniec miesiąca, więc muszę sobie jakość radzić.  


kosmetyki niedziela dla włosów
Zestaw na niedzielę :)
serum Marion Termoochrona
Serum Marion
Efekt pielęgnacji był do przewidzenia, i właśnie to lubię w produktach, które użyłam. Maska mango PO jest doskonała, odkąd moje włosy "podskoczyły" z porowatością. Kiedyś czasem powodowała puch, czasem przeciążenie. Aktualnie zawsze ładnie podbija skręt, a w połączeniu z białą glinką włosy są miło miękkie :)  
Jak teraz patrzę na moje włosy z perspektywy pielęgnacji w tym tygodniu, to dochodzę do wniosku, że białe kulki mogą wynikać z dość dużej ilości protein, jakie dałam włosom w tym tygodniu. Poza bombą ze środy, w piątek potraktowałam głowę również śmierdzielem wzbogaconym mleczkiem pszczelim. Chyba trzeba na jakiś czas ograniczyć proteiny... Kiedyś ich nadmiar prostował mi włosy, ale nie powodował szkód. Może i to się zmieniło?



efekt pielęgnacji
Po prawej zdjęcie w naturalnym świetle, po lewej w sztucznym (obydwa bez lampy), włosy są jeszcze odrobinę wilgotne :)
A jak Wasze niedziele?

środa, 3 lutego 2016

Środa - PEHowa desperacja z przewagą protein :)

Witajcie! 

No nie mogę dojść do ładu z tą moją głową. Ostatnio coraz częściej muszę w tygodniu cuda wyczniać, żeby dotrwać do weekendu w stanie względnego ładu. Nie mogę dojść do przyczyn tego procederu i jak na razie po prostu twardo usuwam skutki tego, co powoduje u mnie poczucie, że marnuję czas, który mogłabym poświęić na coś innego. I nie chodzi tutaj tylko o to, że siedzę w domu z mokrymi włosami, bo tu nic nie tracę (po pracy poza domem, pracuję jeszcze w domu i i tak ten czas jest wypełniony), ale męczące zaczyna być pielęgnowanie włosów ponad plan tylko po to, żeby nie wyglądać jak mop...  Po oczyszczającej NdW, która miała miejsce w sobotę, w poniedziałek ratowałam łepetynę śmierdzielem, o którym napisałam tutaj. Ale dzisiaj rano moje włosy znowu wyglądały, jak zmechacone. Nawet nie spuszone, po prostu jak filc. Po powrocie z pracy zrobiłam rachunek sumienia. Doszłam do wniosku, że jeśli proteiny nie pomogą moim włosom, to mamy już poważny kryzys. 
proteinowa pielęgnacja
Moc protein!

W skrócie: 
  • Przed myciem zrobiłam peeling Cerkogelem 30 (który regularnie używam i kuracja będzie trwała pewno jeszcze około dwóch tygodni) i w końce wtarłam olej z wiesiołka - tak zjadłam obiad, około 30minut. 
  • Umyłam dwa razy Babydreamem (wersja ułatwiająca rozczesywanie). 
  • Nałożyłam na długość Kallosa Keratin. Pisałam tutaj, że maska nie jest moim ideałem, ze względu na silikony. Ale dzisiaj wydaje mi się, że z pewnością nie zaszkodzą, a mogą pomóc wygładzić   tego potwora, który robi mi się na głowie. 
Po chwili namysłu dodałam do maski malutką łyżeczkę gliceryny (która nie załapała się do zdjęcia) i keratyny hydrolizowanej. Raz kozie śmierć! Nigdy nie przeproteinowałam włosów, wiec jak już, to z przytupem! W związku z tym, że Kallos sam już zawiera jakieś tam emolienty, wyszła mi taka maska PEH. 
  • Po około 15minutach zmyłam wszystko, wtarłam we włosy odrobinę odżywki b/s Ziaja (niebieskiej). 
Stylizacja to już inna bajka. Tym razem ugniotłam mokre, ociekające włosy żelem. Syoss, wisząc głową w dół. Odgniotłam tak wodę, a następnie w takiej pozycji wysuszyłam włosy dyfuzorem. Masakra! Jak ja wytrzymałam tyle czasu jak nietoperz? Pod koniec wyprostowałam się i tym głowy dosuszyłam już stojąc. Włosy schły wieki. Kiedy już były suche, odgniotłam sucharki koszulką i zrobiłam zdjęcia 
włosy po zdrowej dawce protein
Zdjęcia w sztucznym świetle, bez lampy... Sama zupełnie nie umiem robić zdjęć włosów, a mój fotograf domowy nie zawsze jest osiągalny :(
No i mam ładnie. Teraz mogłabym zdobywać świat, spotkać najbardziej zazdrosną koleżankę itp. Ale co z tego, skoro zostaję w domu i nie wiem, co wydarzy się z moimi włosami w czasie snu? Śpię niespokojnie, wiec rozpuszczone włosy odpadają. Zwykle robię lekkiego koczka na czubku, a rano wilgotne włosy doprowadzam do porządku żelem. Może jutro będę wyglądać jak człowiek :) 
A Wy macie swoje sposoby, żeby zabezpieczyć na noc skręt i nie obudzić się z fryzurą, jakby się spało w sianie? Podzielcie się :) 
PS 
Ostatnio zazdrościłam Dziecku we Mgle, że Jej włosy ładnie kręcą się od nasady :) Moje dzisiaj, po suszeniu głową w dół złapały skręt nieco wyżej, także jest dla mnie nadzieja

środa, 27 stycznia 2016

Środowe Testy - Ecolab i gliceryna :)

Witajcie! 
W związku z nietypowym tygodniem i nadmiarem czasu rano, postanowiłam dzisiaj dodać dzień pielęgnacji bardziej intensywny, niż zazwyczaj w tygodniu. Codzienność moich włosów, poza niedzielami, jest raczej szara, stawiam na sprawdzone zabiegi nie ryzykują BadHairDay :) 
Dzisiaj było inaczej. Z samego rana zwilżyłam końce włosów i wtarłam w nie kroplę gliceryny. Na całą długość nałożyłam olej z orzechów włoskich, którego używam ównie w kuchni, ale nie jest to jego premiera na włosach. Olej ten zawiera dużo kwasów Omega 6, troszkę Omega 3 i niewiele  kwasów tłuszczowych nasyconych, wiec moje włosy bardzo go lubią. Jedyne, co powstrzymuje mnie przed jego regularnym stosowaniem to fakt, że jest raczej gesty i zmywanie go odżywką należy do zajęć pracochłonnych. Jednak od jakiegoś czasu używam do zwykłego mycia szamponu, Babydream (wersja z lewkiem, które moje włosy pokochały), więc żadne oleje mi nie straszne :) Dziś jednak wypróbowałam nowość :) 

pielęgnacja, Ecolab, olej z orzechów włoskich, gliceryna, sinie lniane
Zestaw na środę :)

Po niecałe godzinie zemulgowałam olej odrobiną Kallosa Color. W końcu to nie olej, a gliceryna miała dziś swój występ, olej miał jedynie zabezpieczyć jej działanie. W skórę głowy bardzo dokładnie wtarłam Jantar. Po kilkunastu minutach umyłam włosy szamponem Ecolab. Szampon otrzymałam jako próbkę w stacjonarnym sklepie z rosyjskimi kosmetykami, gdzie w końcu zaczęto dbać o klienta. Wczesniej chyba wychodzono z założenia, że i tak obrót się zrobi, a mi kupienie szamponu czy maski za kilkadziesiąt złotych bez możliwości sprawdzenia choćby pobieżnie działania nie jest po drodze. Także przy ostatnich zakupach otrzymałam cały zestaw próbek. Myślę, ze tych kilka saszetek wystarczy, żebym zdecydowała się na zakup produktu, bo Ecolab chodzi za mną od jakiegoś czasu :) Jest tylko jeden problem... Nie mam pojecia, co ja właściwie mam... Balsam i szampon, OK. Tylko za grosz nie rozumiem, co na nich jest napisane. Jedynie składy są dla mnie czytelne, a może któraś z Was wie, co to za cuda kryją się w saszetkach? W każdym razie składy wystarczą, żeby wiedzieć jaki profil ma dany kosmetyk, a w razie chęci zakupu zachowam te saszetki i z nimi udam się do sklepu :) Niech się martwi ekspedientka :) 
Niezidentyfikowane Ecolaby
Niezidentyfikowane Ecolaby :)

Saszetka wystarczyła na dokładne umycie włosów dwukrotnie. Szampon dobrze się pieni i przyjemnie pachnie, pozostawia włosy miłe w dotyku. Jest delikatny, nie zawiera silnych detergentów, a mimo to miałam wrażenie, że zostawił moje włosy skrzypiące, jak po konkretnym rypaczu... :) 
Następnym krokiem było nałożenie balsamu Ecolab, również z saszetki. Skład jest bardzo emolientowy, zawiera dużo olejków i wyciągów roślinnych. Zapach również jest przyjemny, a włosy zostały śliskie i przyjemne w dotyku, przynajmniej, kiedy były mokre. Balsam trzymałam na głowie niecałą godzinę, w międzyczasie wzięłam prysznic i zrobiłam makijaż. Skusiłam się też na drugą kawę, bo dzień jest tak ponury, że chyba bez wspomagania nie dałabym rady. Pomimo, że BlueMonday już za nami, ja dzisiaj czułam się tak, jakby nadal był poniedziałek... 
Spłukałam wszystko z głowy letnią wodą, a ostatnie płukanie wykonałam naparem z siemienia lnianego, który zrobiłam kilka chwil wcześniej, razem z kawą, zalewając dwie łyżeczki ziaren wrzątkiem i zostawiając do czasu płukania, żeby przestygł. Nie użyłam już żadnej odżywki b/s. Włosy zawinęłam w koszulkę i paradowałam tak chyba pól godziny, szukając ciuchów po szafkach (tak to jest, jak mąż chowa pranie :) 
efekt pielęgnacji
Zdjęcia z ręki - bez lampy, w sztucznym świetle :)

We włosy wgniotłam niewielką kulkę żelu Syoss Men. Naprawdę wiele starań wkładam w to, żeby się z tym żelem polubić. I idzie nam coraz lepiej, jednak idealnie dobraną parą jeszcze nie jesteśmy. W każdym razie moje falki prezentowały się bardzo dobrze po dzisiejszym ugniataniu, tym bardziej, że nie włożyłam w to zbyt wiele serca, a i dyfuzor lądował na włosach raczej przypadkowo.  
Duet Ecolab uważam za bardzo udany, po jednym użyciu widać, że moje włosy są mi wdzięczne za odmianę. Są delikatne, przy skórze głowy mięciutkie, dalej równomiernie i wyraźnie zakręcone. Saszetek wystarczy mi jeszcze na jeden raz i jeśli efekt będzie podobny, zainwestuję w pełnowymiarowe kosmetyki. A trzeba przyznać, że cechuje mnie bardzo radykalny minimalizm, jeśli chodzi o ilość mazideł i jestem nad wyraz konsekwentna w tym postanowieniu. Także zasilenie mojej włosowej toaletki zawsze musi być przemyślane, bo jeśli trafię na bubel - no cóż... Będzie blokował mi miejsce na inny kosmetyk. Może napiszę kiedyś więcej o tym moim minimalizmie, bo wiedzę, że u wielu Blogerek ten temat się przewija, jest moda na minimalizm, wiec pochwalę się swoimi sukcesami :)