środa, 20 stycznia 2016

Recenzja - Cerkogel 30

Witam cieplutko :) Od początku roku walczę o gęstość :) Walka jest o tyle nierówna, że cały czas wypadają mi włosy. Nie jest to ten dramat, który przeżyłam około dwóch lat temu (myślałam wtedy, że do ślubu pójdę w peruce), ale norma też to nadal nie jest. We wpisie z planem pielęgnacyjny na początek roku pisałam o suplementach i wcierce, jaką zamierzam stosować i muszę przyznać, że jestem tu bardzo konsekwentna. Ale po ponad tygodniu zauważyłam, że moja skóra głowy nadal jest zbyt kapryśna, żebym mogla poważnie myśleć o wyhodowaniu nowych, zdrowych włosów. Poszperałam w Internecie i znalazłam coś, co wydaje się być remedium na mój problem - Cerkogel. W sprzedaży dostępne dwie wersje - 10 i 30%, mowa tu o stężeniu mocznika. Po analizie problemu wybrałam wersję 30%, bo ta działa przede wszystkim złuszczająco. Taki dość mocny peeling enzymatyczny. Słabsze stężenie ma działanie bardziej nawilżające, wiec będzie doskonałe, kiedy uporam się już z regulacją gromadzącego się na mojej głowie sebum.

cerkogel 30
Cerkogel 30

  

Czym jest Cerkogel 30? 

 

Ja takie preparaty określam lekami kosmetycznymi. Nie jest to typowy kosmetyk, ma konkretne medyczne wskazania. Nie jest to też typowy lek, który należy stosować pod kontrolą lekarza. Jednak jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, polecam konsultację z dermatologiem czy chociaż farmaceutą. Każdy preparat, który nie jest używany właściwie może zaszkodzić, szczególnie o tak dużym stężeniu substancji aktywnych i w tak wrażliwym miejscu. 
Jak to się używa? Dość wygodnie. Tubka żelu zakończona jest spiczastą nasadką, za pomocą której można dotrzeć miedzy włosami do skóry głowy i dość precyzyjnie zaaplikować preparat. Po aplikacji należy go wmasować dokładnie i pozostawić na około 40 min. Producent poleca później wyczesać żel z włosów, ale w moim przypadku jedyną metodą jest umycie głowy szamponem. Żel jest gesty i nie zasycha w ciagu niecałej godziny. Jest lepki i zostaje wyraźnie  na włosach, nie da rady inaczej. Ze względu na to, że farmaceutka poleciła używanie żelu do dwóch razy w tygodniu, ja stosuję go zawsze przed myciem szamponem - również łagodny dobrze go domywa. 
Efekty po zastosowaniu Cerkogelu cztery razy utwierdziły mnie w przekonaniu, że to dokladnie to,  czego szukałam. Już po pierwszej aplikacji skóra głowy się uspokoiła. Zniknęło swędzenie, które mimo, że po wcierce Jantar było już bardzo delikatne, nadal istniało. Po drugim użyciu zagoiły się zupełnie krosty, które miałam na głowie. Nie powstają nowe. Po trzeciej aplikacji zaobserwowałam wyraźne złuszczenie naskórka. Troszkę jak łupież, ale dużo mniej intensywne i widoczne tylko w dzień bezpośrednio po zastosowaniu. Mimo, że włosy myję co drugi dzień (odżywką), naskórek było widać jedynie przez chwilę, później pewno wypadał z włosów i już go nie było. To samo zauważyłam po kolejnym użyciu. Te drobinki mimo, że są widoczne na moich ciemnych włosach, są akceptowalne, ponieważ, poza koniecznością umycia głowy po nałożeniu żelu, są jedynym efektem "ubocznym" używania preparatu, a jego działanie jest warte tego drobnego dyskomfortu.  

Moja opinia?

Żel jest świetny. Jest dokładnie tym, czego szukałam. Złuszcza i nawilża skórę głowy, pozostawia zdrowszą. Preparat koszule około 15zł i jest dostępny niemal w każdej aptece. Planuję skończyć kurację stężeniem 30% do końca opakowania, używając go dwa razy w tygodniu. Później, profilaktycznie, będę używała Cerkogelu 10% (czyli wersji nawilżającej) co tydzień lub dwa, w zależności od potrzeb. Według mnie to najlepsze, co może spotkać wrażliwą, problematyczną skórę głowy. Jeśli borykacie się z wypadaniem włosów, swędzeniem lub podrażnieniem skóry głowy i nie ma dla Was przeciwwskazań do używania Cerkogelu (koniecznie skonsultujcie to ze specjalistą!), to polecam. W końcu zdrowie włosów zaczyna się od zdrowej skóry głowy :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Reanimacja po BAD HAIR DAY - esktrakt z banana!

Witam!
Po niedzielnej pielęgnacji miałam dziś klasyczny BAD HAIR DAY. Wczorajszy puszek urósł dziś do rozmiaru rasowego pudla, którego próbowałam ujarzmić rano żelem, nakładanym na wilgotne włosy. Nic to nie dało, posklejały się tylko i musiałam je spiąć. Także z mycia włosów co drugi dzień jak na razie nici. Postanowiłam dziś zaaplikować swoim włosom również dość bogatą pielęgnację. Wypróbowałam tym razem ekstrakt z banana, o którym pisałam już w poście kilka dni temu.
ekstrakt z banana i kosmetyki na poniedziałek
Poniedziałkowy zestaw reanimacyjny :)

Po powrocie z pracy postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Dzisiejszy dzień ogólnie był BAD, więc nalałam wody do wanny, dodałam lawendowych soli do kąpieli i trochę oleju kokosowego. Na twarz nałożyłam maseczkę z glinką, a na włosy olej z wiesiołka. Nie robiłam tego zbyt starannie, ale chciałam, żeby pobył na głowie chociaż to pół godziny podczas kąpieli. Po wszystkim umyłam włosy bardzo dokładnie delikatnym szamponem. coś czułam, że z tym, co miałam na głowie odżywka sobie nie poradzi. Postawiłam na nowość w mojej kolekcji, czyli szampon Babydream ułatwiający rozczesywanie włosów. Co prawda jego skład jest mocniejszy od wersji klasycznej, ale silny detergent jest dopiero czwarty w składzie, więc uznałam, że jeśli faktycznie nie ma plątać włosów, to może być kompromis. W czasie mycia faktycznie włosy były gładsze, niż przy użyciu wersji bez lewka na etykiecie, szampon dobrze się pieni, dobrze zmył olej, po wypłukaniu włosy nie są tak szorstkie. Wydaje mi się, że się polubimy :)
Osuszyłam włosy ręcznikiem i na długość nałożyłam dużą łyżkę maski Planeta Organika z mango - jest emolientowa, zawiera także nawilżacze. Do maski dodałam łyżeczkę ekstraktu z soku banana. Specyfik ten wrzuciłam do ostatnich zakupów na stronie zrobsobiekrem.pl, kosztował niecałe 4zł. Lubię efekt, jaki daje zmiksowany banan na moich włosach, ale wypłukiwanie i wyczesywanie resztek nawet najlepiej zmiksowanej papki to katorga. Liczę, że ekstrakt z soku zastąpi tego świeżego banana, bez tych efektów ubocznych :) Proszek w pudełku ma bardzo delikatny zapach, ale zawiodłam się po rozmieszaniu go z maską. Nie pachnie takim świeżym, dojrzałym bananem (czego ja się spodziewałam ?), a raczej nektarem bananowym z kartonika. Zapach nie jest brzydki ani zbyt intensywny, a w połączeniu z zapachem maski jest nawet przyjemny. Niestety, włosy nie nabrały charakterystycznego dla użycia PO poślizgu i trochę trudności sprawiło mi ich porozdzielanie, żeby dokładnie nałożyć papkę. Kiedy mi się to udało, założyłam foliowy czepek, czapkę i zdrzemnęłam się pół godzinki :)
Po tym czasie wypłukałam włosy dokładnie chłodną wodą. Jakoś mam taki nawyk, że jak banan - to płuczemy za dwoje! W tym przypadku maskę zmywało się bardziej tak, jakbym dodała do niej np. glinkę, przez chwilę wyczuwałam między palcami "piaseczek". Ale udało się to dość szybko i dokładnie.
fale bez stylizacji
Puszek bez stylizacji - efekt pielęgnacji ratunkowej :)
 Nie użyłam odżywki b/s ani żadnego stylizatora. Podsuszyłam jedynie dyfuzorem, bo siedzenie z mokrą głową w połowie stycznia to kiepski pomysł :) Jedynym powodem jest fakt, że za kilka godzin i tak zawinę je w koczek i pójdę spać, a rano czeka mnie ponowna stylizacja. Mimo to włosy są ładnie zakręcone. Są bardzo lekkie, miękkie i gdybym teraz wyszła z nimi na dwór, wiatr rozwiał by je na wszystkie strony i chyba bym ich nie rozczesała :) Włosy są dokładnie takie, jakich oczekiwałam. Puszek jest normalny, bez stylizacji tak właśnie u mnie to wygląda. Maska z dodatkiem ekstraktu z soku banana sprawdziła się doskonale - efekt bananowej maski bez grudek! Słoiczka, który kupiłam, wystarczy mi jeszcze na 3-4 razy, więc kosztowo też wypada korzystnie :) Jak dla mnie bomba!

A Wy używacie takich ekstraktów owocowych?

niedziela, 17 stycznia 2016

Niedziela dla Włosów (4) - Keratyna i biała glinka

Dzień dobry :) Zimna w pełni, mrozi i wieje, śniegu jedynie brakuje. Co popada to stopnieje :( Ja lubię białą zimę, ale samochód jednak lepiej prowadzić na czarnej, suchej drodze. Także za każdym razem, kiedy widzę biały puch na ulicach mam mieszane uczucia :)

Dzisiejsza niedziela minęła pod znakiem protein.

I to nie byle jakich, pisałam ostatnio, że w zamówieniu z półproduktami dojechała do mnie hydrolizowana keratyna. Jest to zdecydowanie ulubiona proteinka moich włosów, jednak nigdy nie dodawałam jej do pielęgnacji oddzielnie. Od dawna prym wśród moich masek wiedzie Kallos Keratin. Zawiera on jednak silikony, wiec muszę uważać z jego stosowaniem, ponieważ włosy oczyszczam szamponem dość rzadko (ostatnio trochę częściej ze względu na kurację, jaką prowadzę, a o której niedługo napiszę - wrażliwe skalpy na pewno zainteresuję), więc staram się unikać nakładania oblepiaczy w kosmetykach. Serum do końcówek i silikon w odżywce b/s to wszystko, co mogę stosować, inaczej zaserwuję sobie totalny przyklap. Dlatego szukam prostej maski z zawartością moich ulubionych protein - ale znaleźć nie mogę. Wiec postanowiłam ją zrobić!

Zestaw na Niedzielę
Zestaw na Niedzielę :) 

Jak wyglądała moja Niedziela dla Włosów? 

W sobotę wieczorem nałożyłam na długość olej z wiesiołka, a w skórę głowy wtarłam Jantar. Rano wmasowałam dokładnie żel, o którym będę pisała w tym tygodniu. Zemulgowałam olej Kallosem Color (widzę, że ostatnio mało różnorodne te moje niedziele, muszę na następny tydzień wymyślić coś specjalnego :). Po 40 minutach umyłam dokladnie skórę głowy i długość włosów szamponem Ziaja Med łagodzącym. To silny szampon, a dzisiaj już pora na oczyszczenie :) umyłam włosy raz, ale bardzo dokladnie. Kolejnym krokiem było nałożenie odżywki wymieszanej z białą glinką. Ma ona właściwości łagodzące i oczyszczające, a mi zależało na zneutralizowaniu działania szamponu. Polecam taki zabieg każdemu, kto czuje, że po myciu silnym detergentem włosy pozbyły się wszystkich warstw ochronnych. Glinka likwiduje uczucie "gołych" włosów. Jest natomiast doskonałym uzupełnieniem oczyszczenia, ponieważ absorbuje nadmiar sebum i pozostawia uczucie zdrowego odświeżenia. Jako bazę tej mikstury użyłam odżywki Kąpiel Agafii - balsam odżywczy do włosów, dodałam łyżeczkę glinki i trzymałam na głowie kilka minut, masując delikatnie.
biała glinka
Biała glinka jest doskonała jako dodatek do masek i szampomu

Maskę trzymałam na włosach około pól godziny.  W międzyczasie dwa razy podgrzałam czapkę gorącą suszarką. Spłukałam ją dokładnie chłodną wodą i w ociekające wodą włosy nałożyłam odrobinę odżywki b/s (żółtej). Dla mnie wszystkie te odżywki działają podobnie. Jedynie unikam tu protein. Odżywki mają składniki aktywne dość wysoko w składzie i to one, jako jedyne w zasadzie w mojej pielęgnacji zawierają silikony. Włosy zawinęłam w koszulkę. Stylizowałam jak zwykle, ugniatając wilgotne, rozczesane włosy żelem Joanna Styling Effect. O tej metodzie stylizacji fal pisałam w poprzedniej Niedzieli dla Włosów :) Żel, którego obecnie używam to żel "mocny", dostępny jest jeszcze jeden mocniejszy. Przyznam, że przy obecnej pogodzie, wietrze, czapkach i kapturach żel "mocny" jest jednak odrobinę za słaby. Mam już końcówkę opakowania i następna perełka już czeka do przetestowania.Spłukałam ciepłą wodą, żeby otworzyć łuski włosa. Następnie osuszyłam je ręcznikiem i na długość nałożyłam maskę Kallos Color wzbogaconą sześcioma kroplami keratyny hydrolizowanej, na głowę założyłam czepek foliowy i czapkę :) Ta maska nie zawiera silikonów, więc jeśli taka mieszanka mi się sprawdzi, będę skłonna zrezygnować z ulubionego Kallosa Keratin, po użyciu którego tylko raz mogłam umyć włosy. Kolejne mycie już musiało być szamponem. Moje kręcioły tak właśnie reagują na oblepiacze. Jeśli po Colorze z keratyną efekt będzie taki, jakiego oczekuję po proteinach oraz będę mogła minimum dwa kolejne mycia zrobić odżywką, będzie to stała zmiana :)
efekty NwD :)
Po lewej zdjęcie bez lampy, w naturalnym świetle, po prawej z lampą - zielone refleksy to przekłamanie koloru :)

Ja przy mokrych włosach zupełnie nie czuję, czy keratyna dobrze zadziałała, czy jednak przesadziłam z proteinami. Dopiero po wysuszeniu widać, co tak naprawdę zrobiłam.  Dzisiaj efekt jest taki, jak widać na zdjęciach. Oczywiście po keratynie włosy nie chcą kręcić, fale są mniej regularne. Jednak są lekkie, miękkie i wyraźnie odżywione. Może nawet zbyt lekkie, puszą się i latają na wszystkie strony. To też wina żelu, który jest po prostu za słaby, żeby utrzymać je w ryzach :) Może następnym razem dodam keratynę innej, bardziej emolientowej maski lub nawet dodam trochę oleju :) Szykuje się PEH-owa pielegnacja :) Na żywo wyglądają lepiej i skręt też jest wyraźniejszy.  Bardzo dawno nie dostarczałam włosom protein, wiec efekt jest zauważalny. Kiedy widzę, że już pora na taką pielęgnację? Moje włosy są "oklapnięte", nie mają swojej naturalnej objętości i po umyciu jedynie szamponem i wysuszeniu okropnie się puszą. Kiedy dostarczę im wtedy ich ulubionych protein stają się pełne życia, puszyste i miękkie, po prostu zdrowe. Wiele razy czytałam o przeproteinowaniu włosów, ale mi nie udało się jeszcze do tego doprowadzić. Przy początkach włosomaniactwa używałam dużo odżywek i masek zawierających np. proteiny mleka (hydrolizowane i nie), keratynę, jedwabie i pszenicę. Nigdy nic złego moim włosom się nie stało, choć widzę, że przy bardziej zrównoważonej pielęgnacji, opartej na humektantach i emolientach dużo ładniej się kręcą. Nadmiar protein prostuje mi włosy, co może Wam kiedyś pokażę, kiedy chcę  "wyprostować" włosy po prostu dostarczam im dużo protein w dawkach przez kilka dni i ich nie ugniatam. Wtedy delikatne wysuszenie bez dyfuzora powoduje u mnie rozprostowanie skrętu i efekt dużych, delikatnych fal. Dawno tego nie robiłam, bo moje włosy uczą się później skrętu przez kilka myć, ale czasem kuszę się na taki zabieg.
A na Was jak działają proteinki? Macie swoje ulubione?

środa, 13 stycznia 2016

Półprodukty - moje nowości!

Witam! Powrót do pracy po długim urlopie jest dla mnie ciężki, szczególnie, że trafiło na środek sezonu w branży :) Muszę złapać odpowiedni rytm, a to chwilę może zająć :)
Dzisiaj wróciłam totalnie wykończona. Do tego stopnia, że kiedy do mych drzwi zapukał kurier z paczuszką ze sklepu zrobsobiekrem.pl ucieszyłam się niezmiernie, ale po chwili rzeczywistość podszepnęła: i tak dzisiaj nic nie wypróbujesz! To prawda. Dzisiaj nie mam siły nawet na włosowe odkrycia... Ale! Napisać post mogę, wiec postanowiłam przedstawić Wam bohaterów dzisiejszej przesyłki :)

Mleczo pszczele,  keratyna hydrolizowana,  ekstrakt z soku banana
Zakupy :) 

EKSTRAKT Z SOKU BANANA

Na stronie czytamy:
Świeży sok z bananów zawiera znaczne ilości cukrów ok. 20%, jest bogatym źródłem witamin z grupy B oraz zawiera znaczne ilości beta-karotenu (prowitaminy A), witaminę E, C, PP oraz mikroelementy (mangan, żelazo, fosfor, siarkę, potas).
Sok z owoców banana wykazuje  właściwości odżywcze, zmiękczające, przyśpiesza gojenie ran i podrażnień. Stosowany w kosmetykach dla cery suchej, wrażliwej.
Czego ja od niego oczekuje? Chciałabym, żeby zastąpił mi maskę ze zmiksowanego banana. Wiele z Was wie, jak to wygląda. Możemy mielić go milion razy, a i tak okazuje się, że skórkowaniec gdzieś tam we włosach został i wypłukać się nie chce. Moje włosy uwielbiają banana, ale tylko świeżego. Wszelkie maski, które go "udają" nie działają już tak dobrze. Zobaczymy, jak będzie z tym cudem. Planuję dodac go do fajnej, emolientowej maski (np. Planeta Organica z mango), której działanie znam zarówno samej jak i z dodatkiem zmiksowanego świeżego banana i zbadać, czy ten ekstrakt jest porównywalnie dobry.

HYDROIZOLAT KERATYNY

Czym są i po co stosuje się proteiny wie każdą włosomaniaczka :) Co możemy przeczytać u sprzedawcy?
Hydrolizat keratyny zawiera aminokwasy, oligopeptydy i białka budujące strukturę włosów i paznokci. Zastosowany w produktach do pielęgnacji włosów nadaje im zdrowy wygląd, przywraca połysk, utrzymuje nawilżenie. Składniki hydrolizatu wnikają w strukturę włosa, wbudowują się w uszkodzone miejsca osłonek włosów - dzieki temu zwiększają ich sprężystość i objętość. Na powierzchni włosów surowiec ten wytwarza koloidy o dziłaniu ochronnym - zebezpiecza przed szkodliwym działaniem farb do włosów czy produktów do trwałej ondulacji.  
To proteiny. Wiec trzeba uważać :) Jednak - proteina proteinie nierówna! W Internecie można znaleźć informacje, mówiące nam o właściwościach chemicznych różnych związków. Dla nas, w temacie włosów, najważniejsza jest masa cząsteczkowa. Nie będę zagłębiać się w nudne wywody naukowe, podsumuje tylko, że proteiny mają różną wielkość, a od niej zależy, jak dana proteina zachowuje się na włosach. Moje lubią mniejsze cząsteczki - hydroizolaty doskonale się tu komponują. Nigdy nie miałam dłużej nic wspólnego z aminokwasami (najmniejsze z tej kategorii), wiec możliwe, że i tu byłabym zadowolona. Proteiny wielocząsteczkowe np. mleka (Milk Protein), /nie mylić z Hydrolized Milk Protein (hydroizolat), gdzie masa cząsteczkowa jest mniejsza/, nie sprawdzają się u mnie tak dobrze. Wynika to z tego, ze mniejsze cząsteczki wnikają miedzy pory włosa kondycjonując go i odbudowując, a większe pozostawiają na nim film, który wygładza i nawilżają go poprzez wiązanie wody.
Moją ulubioną maską proteinową jest Kallos Keratin. Zamierzam w pierwszej kolejności zrobić eksperyment. Zwykle stosuje kurację proteinową raz na dwa tygodnie - na czyste, mokre włosy nakładam maskę, zawijam w czepek, czapkę i trzymam około pól godziny, przed spłukaniem jeszcze podgrzewam znacznie suszarką (czapkę). Tym razem ten sam zabieg wykonam inną maską, np. Kallos Color,  jedynie dodam do niej kilka kropel nowego mazidła. Dlaczego tak zrobię? Kallos Keratin jest świetny. Żadna inna maska proteinowa nie działa lepiej. Ale zawiera silikon. Zabezpieczenie włosów, które dają silikony mam już w serum lub odżywce b/s. Nie potrzebuje go w masce, a widzę, że za tym jednym moje włosy nie przepadają :)

MLECZKO PSZCZELE W GLICERYNIE

Ten produkt chodził za mną już jakiś czas. Kiedys miałam czyste mleczko pszczele, ale nie sprawdziło się jakoś wybitnie. Nie pamiętam, co dokładnie mi w nim nie pasowało, może powinnam wypróbować je jeszcze raz. Jednak zaciekawił mnie ten mix. Co pisze producent?
Zawiera między innymi:
•prolinę - aminokwas,  wspiera syntezę włókien kolagenu i elastyny 
•kwas asparaginowy: aminokwas, niezbędny do regeneracji i wzrostu tkanek
•witaminy z grupy B: niezbędne do prawidłowego funkcjonowania skóry.Witamina B2 (ryboflawina) – niezbędna do zachowania integralności błon komórkowych. Jej niedobór przyczynia się do powstawania nowotworów. Bierze udział w transporcie tlenu do tkanek. Witamina H (biotyna) – jej niedobór przyczynia się do powstawania łuskowatych skaleczeń na skórze i błonie śluzowej. Witamina B9 (kwas foliowy) – bierze udział w odnowie komórek. Witamina B6 (pirydoksyna) – odgrywa istotną rolę w metabolizmie cynku. Witamina B5 (kwas pantotenowy): mleczko pszczele jest najbogatszym, naturalnym źródłem witaminy B5. Działa ona jako przeciwutleniacz, redukuje podrażnienia, sprzyja gojeniu się ran i utrzymuje równowagę skórną..
•witaminę C: niezbędna do syntezy kolagenu, chroni skórę przed szkodliwym, oksydacyjnym działaniem wolnych rodników.
•proteiny: proteiny o niskiej masie cząsteczkowej są dobrymi składnikami nawilżającymi głębsze partie skóry, podczas gdy proteiny o wyższej masie, działają lepiej powierzchniowo nadając skórze gładkość i jędrność.
•węglowodany przyczyniają się do utrzymania odpowiedniego poziomu nawilżenia w warstwie rogowej. Węglowodany tworzą wiązania wodorowe z cząsteczkami wody, zapobiegając tym samym jej utracie i zmniejszając odwodnienie. Dodatkowo niektóre z nich tworzą na powierzchni skóry ochronny film, zmniejszając transepidermalną utratę wody.
•siarkę: składniki o działaniu przeciwłojotokowym. Siarka jest minerałem wykorzystywanym do leczenia łojotoku, ze względu na swoje działanie keratolityczne.
Także mam swoje aminokwasy! I nie tylko, wygląda na to, że to prawdziwa bomba kondycjonująca! Poza tym produkt jest w glicerynie - jednym z moich ulubionych humentantów :) Mleczko stanowi 25-40% masy roztworu, wiec proporcje wydają się być idealne. Myślę, jak najlepiej zastosować je na początek. Dodać do maski, czy nałożyć pod olej i zostawić na dłużej na włosach? Możecie cos doradzić w tej kwestii?
A Wy używacie półproduktów, żeby wzbogacić skład kosmetyków?

niedziela, 10 stycznia 2016

Niedziela dla Włosów (3) - Olej z wiesiołka i nowa metoda ugniatania włosów.

Hej :)
Dzisiejsza niedziela jest wyjątkowa dla mnie, ponieważ kończę urlop. Nie byłam w pracy ponad trzy tygodnie, ale już z przyjemnością wrócę :) Dziwnie to brzmi, jednak siedzenie w domu (no nie dosłownie :) już mi się przykrzy. Jestem bardzo aktywna i dobrze czuję się mając dużo na głowie - dosłownie i w przenośni :)
Dlatego ten dzień dla włosów będzie wyjątkowy. Muszę zapewnić im pełne SPA na tydzień, bo do następnego weekendu będę jedynie wcierać Jantar i pielęgnować czuprynę w podstawowym zakresie.

Olejowanie włosów i przygotowanie do mycia.

Na noc w sobotę oczywiście wtarłam Jantar.
Inaczej niż zwykle olejowałm włosy jedynie dwie godziny przed myciem. Nowością w moich zbiorach jest olej z wiesiołka.
olej z wiesiołka
Nowa gwiazda -  olej z wiesiołka :) 

Czytałam o nim wiele dobrego i chyba jest to pierwszy olej wybrany świadomie i po pełnej analizie działania (olej lniany, wybrałam intuicyjnie i trafiłam idealnie). Wiele kręconowłosych nie przepada za tłuszczami z grupy Omega 9 i tłuszczami nasyconymi. Moje nie są wyjątkiem, chociaż olej kokosowy na końcach włosów dobrze się u mnie sprawdza. Jednak prawdziwe olejowanie jest możliwe u mnie jedynie lżejszymi olejami. Dobrze sprawdzał się też olej z nasion malin, co pozwoliło mi przypuszczać, że jednak kwasy Omega 6 i Omega 3 oraz wystrzeganie się kwasów tłuszczowych nasyconych będzie dobrym wyjściem. Tak więc olej z wiesiołka zostanie przeze mnie gruntownie przetestowany i tym samym będę miała już (mam nadzieję) dobrą listę służących mi mazideł.
Po dwóch godzinach zemulgowałam olej odżywką Isany, wystarczyło 15 minut, którą później umyłam włosy dwukrotnie.

Odżywienie 

Chciałam, żeby dzisiejsza niedziela była proteinowa. Jednak ze względu na próbę z nowym olejem i chęć zobaczenia efektów jego działania zrezygnowałam z tego, stawiając na pielęgnację podobną do ostatnich. Wiem, jak prezentowały się moje włosy po poprzednich, sprawdzonych zestawach i dzisiaj chciałam zobaczyć, czy olej z wiesiołka przyczyni się do poprawy (lub wręcz odwrotnie) ich stanu i prezencji :) Postawiłam na Kallosa Color. Ufam tej masce, jeszcze nigdy nie spowodowała u mnie puchu czy innych przykrych niespodzianek. Trzymałam go na głowie niecałe pól godziny, pod folią i ręcznikiem. Następnie spłukałam włosy letnią wodą.
Kosmetyki na Niedzielę dla Włosów
Zestaw na niedzielę :) 

Stylizacja

I tutaj mamy mały HIT :) Zmieniłam sposób ugniatania loków, na próbę. Wspominałam o tym w ostatnim poście.  I nie chce zapeszać, ale wygląda mi na to, ze nowa metoda zostanie ze mną na dłużej. Do tej pory byłam wierna sposobowi Kasi, korzystając dość dokładnie z Jej metody. Wszystko jednak robiłam z głową pochyloną w dół, tak mi było wygodniej. Jednak kilka dni temu troche się śpieszyłam i chciałam szybciej pozbyć się wody z włosów. Niestety moja dotychczasowa metoda wykluczała odsączanie włosów, wiec zrobiłam inaczej ( w razie kiepskich efektów po prostu zrobiłabym koczek i tyle:). Dzisiaj powtórzyłam te kroki z fajnym efektem :) Wisząc głową w dół, w ociekające wodą pasma wtarłam bardzo dokladnie niewiele odzywki b/s Ziaja (niebieskiej). I zawinęłam włosy w koszulkę. Nie robiłam plunkingu, po prostu zawinęłam włosy w taki turban. Po chwili, kiedy koszulka przyjęła tyle wody, ile była w stanie, zdjęłam ją. Stojąc już wyprostowana rozczesałam włosy grzebieniem ( jaka zbrodnia!) i zrobiłam przedziałek. Tam gdzie powinien być, bo przy układaniu wiszących w dół nie zawsze tak to wyglądało, a rozrzucanie już ugniecionych pukli kończy się pudlem :) I dopiero teraz zaczynam ugniatanie. Użyłam troszkę więcej żelu niż zwykle, i przechylając głowę delikatnie na jedną stronę ugniatałam bardzo delikatnie kilka minut.
Mokre,  ugniecione fale
Mokre strączki :) 

Efekt już był widoczny, mokre strąki wyglądały obiecująco. Następnie wysuszyłam włosy dyfuzorem pilnując, żeby nie machać nim losowo, tylko metodycznie, trzy partie fryzury delikatnie umieszczałam w końcówce suszarki i po przyłożeniu do głowy trzymałam kilka chwil i dmuchałam chłodnym nawiewem. Po trzech rundkach dookoła włosy mogły już spokojnie doschnąć same :)

Efekt pielęgnacji i stylizacji

Bomba! Włosy są miękkie, skręt wyraźny i mam przeczucie, że będzie trwały. Jutro się przekonamy, bo rano nie będę miała czasu myć włosów i jedynie odśwież fryzurę. Nie są jednak przyjemnie odbite od nasady, powoli widać, że brakuje im protein.
Efet włosowej pielęgnacji.
Efet pielęgnacji - po prawej zdjęcie z lampą,  po lewej bez lampy,  w sztucznym świetle. 
Pierwsze użycie oleju z wiesiołka uważam za bardzo udane. Olej na pewno nie powoduje szorstkości czy puchu. Będę używa go regularnie i z pewnością pojawi się obszerniejsza recenzja. Niestety, fryzura ma dość luźny kształt, co jest spowodowane tym, ze już potrzebuję fryzjera. Włosy pod spodem nie chcą trzymać skrętu... Muszę przede wszystkim odświeżyć warstwy. Ale to dopiero w lutym :)
A jakie oleje sprawdzają się u Was? Jak dobieracie oleje do pielęgnacji Waszych włosów?

piątek, 8 stycznia 2016

Mój plan wspomagania wzrostu włosów na początek roku.

Witam Was :) 
Przy okazji ostatnich już moich wolnych dni przed powrotem do pracy (achhh... urlop), postanowiłam zaplanować moją włosową pielęgnację na początek nowego roku :) 
Oczywiście standardowo oleje i maski będą częstymi gośćmi na mojej głowie, ale postanowiłam wzbogacić moją codzienność o kilka nowych punktówktóre, mam nadzieję, wejdą na stałe do mojego harmonogramu :) 
Dzisiaj, robiąc włosowe zdjęcie pokazujące efekty nowej metody ugniatania loków (wyjaśnię o co chodzi w najnowszej NdW :) odkryłam straszną rzecz! Mam bardzo przerzedzone włosy... na czubku głowy! Borykałam się z wypadaniem włosów (mam nadzieję, że to już za mną), ale byłam pewna, że włosy wypadają mi w miare równomiernie... A tu taki psikus. Dermatolog twierdziła, że moim problemem nie jest wypadanie androgenowe, a odkąd odkryłam swoje problemy z tarczycą byłam pewna, że właśnie tu mam problem... Moje odkrycie jest zupełnie nowe, wiec na razie nie będę poddawać go analizie. Tak jak wspomniałam, włosy wypadają dużo mniej, więc postanowiłam skupić się na ich odrastaniu.  

Zestaw reanimacyjny dla wosów na poczatek roku - Vitapil i Jantar
Zestaw reanimacyjny dla włosów na początek roku :)

Witaminy wspomagające odrost włosów  

Zdecydowałam się na Vitapil z bambusem i biotyną. Nie jest to może preparat o najwyższej ilości składników w jednej dawce, ale według moich obserwacji jest bardzo wszechstronny. Zawiera oczywiście biotynę, niacynę, jod i Wit. B6 oraz wiele innych składników aktywnych. Nie jest również ideałem pod kątem suplementacji wspomagającej przybywanie nowych włosów, ale oceniłam skład pod kątem również jakości tego, co wyrasta i postanowiłam spróbowaćPoprzednio (około pól roku temu) łykałam SkrzypoVitę z biotyną i byłam zadowolona, więc Vitapil też powinien dać radę. Zamierzam przeprowadzić pełna, dwumiesięczną kurację i ocenić efekty. 

Vitapil - skład
Vitapil - skład

Wspomaganie wzrostu włosów od zewnątrz 

Zdecydowałam się na wcierkę Jantar. Dużo myślałam też o kozieradce, ale ostateczne wygrało lenistwo - nie jestem pewna, czy zmotywowałam bym się do regularnego przyrządzania naparu z kozieradki. Jantar jest gotowy, a jak się skończy to również dobrze dostępny. I niedrogi. Zamierzam stosować się do zaleceń i wcierać go zgodnie z instrukcją producenta, a kuracja będzie trwała dwa miesiące. Dzisiaj jestem po trzecim wtarciu i czuję , że moja skóra głowy się uspokoiła. Już kiedyś wcierałam Jantar i mam z tego okresu mnóstwo bejbikówównie na skroniach. O wyborze tej wcierki zadecydowała również nieobecność denatu w składzie. Moja skóra go nie cierpi. 

Zmiany w pielęgnacji włosów

Postanowiłam regularnie myć włosy i skórę głowy odżywką. W tym celu używam ównie odżywek Isany, tych w tubach. Dobrze się pienią i nie zawierają silikonów. Dobrze zmywają oleje, o ile wczesniej zemulguję je maska, lub dokładnie taką samą odżywką, które później myję włosy. Szamponu chce używać max raz w tygodniu, a dokładne oczyszczenie robić nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Zobaczymy, czy moje włosy  zaakceptują taki plan :) Po myciu odżywką skora głowy jest bardziej spokojna, niż po nawet najdelikatniejszym szamponie, a same włosy jedwabiste i wygodne w stylizacji. Jestem pełna nadziei, że stan mojej czupryny umożliwi mi wdrożenie tego wyzwania w życie :) 
Isana - moje odżywki do mycia włosów
Isana - moje odżywki do mycia włosów

Na koniec mały spoiler najbliższej Niedzieli dla Włosów. Dzisiaj wypróbowałam nową metodę ugniatania lokówktorej efekty możecie zobaczyć poniżej (efekt poprzedniej niedzieli widać na zdjęciach w tym poście). Według mnie jest dużo lepiej niż przy starej metodzie, mimo, że całą noc trzymałam na głowie glicerynę pod olejem, co powinno zaowocować lekkim puchem. Nową metodę powtórzę i dokładnie opiszę w niedzielętakże serdecznie zapraszam :) 

Zdjęcie skrętu włosów po ugniataniu
Mocny, sprężysty skręt - zdjęcie w sztucznym świetle bez lampy

Skręt włosów po ugniataniu
Zdjęcie w naturalnym świetle (słoneczko :)

Ja jak Wasze plany na początek roku? Znajdzie się w nich miejsce na coś specjalnego dla Waszych włosów?